poniedziałek, 12 stycznia 2015

47 Roninów




Ostatnio mało pisałem, a więcej gadałem. Dobrze by było również rozbudzić umysł z rana poprzez sklecenie paru mniej lub bardziej sensownych zdanek. Zróbmy sobie więc drobną przerwę pomiędzy kolejnymi video i opisami pochodzącymi ze świata gierek.

Na tapetę przez ulotne 5 min. wrzucę "47 Roninów", którzy dzielnie i niestrudzenie brną do celu skazanego bezspornie na śmierć w świecie XVIII-wiecznej Japonii. Czyli w sumie właśnie śmierci. Ponoć film oparty jest na faktach, które Carl Eric Rinch postanowił przedstawić w porywający, naszpikowany efektami sposób. Chyba się nie udało... Już dawno, dawno temu oglądałem pierwsze szałowe zwiastuny tej produkcji. Muszę przyznać (o ile mnie pamięć nie myli), że były mocno zachęcające z jakiegoś dziwnego powodu (którym był dla mnie pewnie Keanu Reeves w połączeniu ze scenami walk w fantastycznym świecie Japonii). Być może po prostu trailery odgrzebywały w myślach pamięć o Macierzy, a filmy z akcją osadzoną w kraju kwitnącej wiśni można było zliczyć na palcach jednej ręki. Jak to jednak nie rzadko bywa, film musiał odczekać swoje zanim wylądował na wyświetlaczu mojego skromnego urządzenia. No i cóż, został więc wreszcie obejrzany. I prawie już zapomniany.
Szału nie ma, jak to się mówi. Byłem pełen nadziei i oczekiwań (może przez to właśnie oceniam go słabo). Miałem wrażenie, że przez te 2 godziny zostanę wciągnięty w porywającą historię, przynajmniej kilka emocjonujących zwrotów akcji, jakąś łamigłówkę odnoszącą się do realiów świata, czy przyczyn i skutków poczynań bohaterów. Liczyłem też na pieczołowite odwzorowanie zwyczajów i kultury wschodu w czymś więcej niż seppuku, stroje, czy oddawanie sobie wzajemnych honorów poprzez bezwzględne posłuszeństwo i niekończące się ukłony. Miały być też fajne efekty. Guzik za to dali (ale z pętelką). No, może przesadzam jak zawsze. Jednak całość jakoś emanowała wrażeniem braku spójności i głębi, żeby nie powiedzieć - była przeciętna. Ot, główny bohater (chyba ;)) Kai, dziecko odnalezione gdzieś w na skraju lasu, cudem ocalone przed śmiercią dzięki przeczuciu Lorda Ashano dorasta w domu swego nowego pana. Kai jest niby tajemniczym mieszańcem (a to dyshonor wielki), który uniknął śmierci w jeszcze bardziej tajemniczym, pełnym magii, złowrogim lesie (więc dysponuje zapewne jakimiś tajemniczymi zdolnościami). Po tym wszystkim, oraz tym na co wskazywał zwiastun - oczekiwałem jakichś niesamowitych zdolności i wpływów Kaia na otaczający go świat. Chłopak, a po latach mężczyzna jest jednak nikim (z punktu widzenia fajerwerów jakie zachęcały do oglądania filmu). Raz: ze względu na panujące obyczaje (jest w końcu sierotą - mieszańcem), dwa: bo nic specjalnego nie czyni. No, może dostrzega pewne drobiazgi i miewa pewne przeczucia, ale moja babcia nie ustępowała by mu w tym. Trzy: Kai próbuje zasłużyć sobie na miano szlachetnego i skromnego sługi, pomagając samurajom w ich problemach.. albo po prostu jest szlachetny, tudzież ma w tyłku gierki śmiesznych ludzi i od czasu do czasu ratuje komuś z nich skórę nie zbierając za to zasług. Trudno powiedzieć właśnie co i jak, bo Keanu prezentuje w filmie pakiet aż dwóch (nie wiem czy nie przesadziłem) min i jednego nastroju. Nie ważne czy chodzi o przyjaźń, miłość, walkę czy smutek. No dobra, ktoś mógłby powiedzieć, że to w końcu świat samurajów, wszyscy muszą na każdym kroku powściągać emocje, być twardzi i nieugięci. Hmm... to chyba kiepska wymówka ; )


Rozpisałem się na temat Kaia, a to "zaledwie ułamek" w morzu bohaterów i wydarzeń w filmie... jednak całą resztę jestem w stanie podsumować prawdopodobnie w krótszy sposób niż głównego bohatera i raczej nie uchybię w niczym: Zły Lord Kira (klan przeciwników Lorda Ashano) jest wyzuty ze zła i charakteru, jako bohater - ot, taki pionek pretendujący do miana mrocznego lorda. Nie wiem czy to zamierzony efekt w kontekście jego (znowu "mrocznej") prawej ręki, która trudno powiedzieć czy pomaga swemu panu z oddaniem, czy próbuje go "wykolegować" i tak naprawdę nim manipuluje. Prawa ręka Lorda Kiry - tajemnicze stworzenie, którego właściwej postaci wam nie zaprezentuję by nie spoilować ;), w ludzkiej skórze - czarownica potrafiąca robić różne ciekawe sztuczki, morfować i czarować. Jest niestety dość nieudolna w tych swoich magicznościach i nie wzbudza wcale strachu. Aż dziw bierze, bo jak ja bym potrafił robić takie rzeczy... ;D. Babka ma zresztą również niezbyt ciekawą prezencję, jak w przypadku jej pana. Dalej - Lord Ashano, gość posiadający władzę na terenie swojej prowincji, aczkolwiek sprawiający wrażenie bezwolnego (miał wyjść chyba na kogoś związanego swoim stanowiskiem i obyczajami). Wielki Shogun, nie znający litości (no, może troszeczkę) ze śmieszną czapeczką (pewnie wynikającą z kulturowych powinności - czyli jednak jest coś o zwyczajach). Spoko, tylko ta czapeczka nasuwająca na myśl w połączeniu z jego obliczem - broilera błagającego o pozwolenie na zagdakanie. No i na koniec (jeśli kogoś jeszcze pominąłem, to niczego nie pominąłem... a.. jest jeszcze taka jedna, prawie główna bohaterka, ale nie ważne ; )): Oishi, Samuraj-Ronin-Samuraj, który jako bohater jest w tym wszystkim najbardziej barwną i prawdopodobnie postacią i prawdopodobnie najbardziej przejętym swoją rolą w filmie  aktorem. Fabuła - bez rewelacji, ogólnie rozchodzi się o honor, oddanie i przyjaźń (jest też miłość). Niestety jednak się tego nie czuje. Aha... są też efekty specjalne... te są akurat niezłe. I tyle ! ;)

2 komentarze :

  1. Filmu nie oglądałem, ale samo zdarzenie co się zdarzyło naprawdę jest naprawdę godne podziwu.

    Ano z tych 47 nikt nie zginą pomimo przewagi liczebnej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra recka... Lekkie pióro... Ekstra. Jeśli będziesz się rozwijał w tym kierunku- to naprawdę gratki.

    OdpowiedzUsuń