czwartek, 25 grudnia 2014

Po co mi gildia ?

 
Nie rzadko w MMO padają pytania typu "po co mi sojusz ?", "co to daje ?", "czy nie lepiej samemu ?". Otóż i nie. Nawet, jeśli dana gra ewidentnie nie radzi sobie z kooperacją, chodź o niej trąbi - zawsze można coś wyciągnąć z takiej wirtualnej społeczności - ot, choćby nowe znajomości, przenoszone często na inne gry. Na przykładzie Goblin Keepera opiszę natomiast co jeszcze może dawać przymierze, w kilku, nie koniecznie chronologicznych punktach:

  • Przede wszystkim w grze pojawia się komunikacja i informacja ! To potężne wsparcie. Nawet jak ktoś tego jeszcze nie rozumie, jeśli pogra dłużej - powinien załapać jak istotne to jest, szczególnie w bardziej złożonych grach.
  • Wsparcie ekonomiczne. Brakuje ci surowców ? To już ci nie brakuje...oczywiście przymierze to nie Caritas, trzeba wyczuć kiedy wypada / potrzeba poprosić o pomoc, a kiedy ściągasz na siebie straż miejską, która zabierze cię do przytułku za żebry stosowane i włóczęgostwo.
  • Wsparcie militarne, które na początku nie zawsze jest konieczne, ale z czasem będzie potrzebne (w Goblinie np. można wysłać stwory do znajomego, by broniły jego lochu, lub zsynchronizować ataki jeden po drugim, tak by ktoś załatwił obronę, a ktoś inny zabrał surkę).
  • Prezenty. To dość charakterystyczna dla goblina działka. Często ludziom trudno znaleźć znajomych, którym mogli by przesyłać / od których mogli by dostawać prezenty. W Przymierzu to już nie problem.
  • Podarki, handel, wymiana - dla swoich robi się niższe ceny, swoim można coś pożyczyć, albo i podarować zbędny sprzęt (w przypadku push protection - podarować za jakąś pierdołę).
  • Wspomniana wyżej "informacja" dotyczyć może wszystkiego. Np. przesondowanych miejscówek, wywiadów u wroga, czy kontaktów z graczami z innych miejscowości (za bramami).
  • Możliwość poznania fajnych ludzi, z którymi nie rzadko gra się w inne gierki z czasem, w przyjemnej atmosferce.
  • Fun czerpany z realizacji wspólnych planów, pokonywania wrogów wspólnymi siłami, dzielenia ze znajomymi emocji związanych ze zbieraniem na szybko kontr, podstawek itp, itd...
W ogólnym rozrachunku - warto być w takich organizacjach, może nie koniecznie od razu (niektórzy chcą najpierw lepiej poznać grę), może nie koniecznie udzielając się codziennie na czatach, forach czy w wiadomościach, ale przede wszystkim aktywnie (jeśli jest problem z czasem, albo pojawia się tzw. "zmuła" - w miarę możliwości). Jeśli natomiast nie czujesz bluesa i w sojuszach jedynie sygnujesz się jakimś logiem / nazwą, lub wchodzisz tam po to, by cię "nie ruszali" - prędzej czy później wypadniesz. Aktywne gildie już wiedzą jak cię wykryć i odrzucić taki balast. Czasem wręcz dodając na blacklistę ;)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz