sobota, 6 grudnia 2014

Maze Runner (film)

CKM, czyli Całkiem Klasyczne Mulenie typu "wypełniacz" ;)

Naszła mnie krótka refleksja, a że jestem jeszcze na fali pisania, to i polecę wam tutaj tytuł "Maze Runner". Niezła pozycja na jeden z tych mniej zajętych wieczorów. Przy okazji mam dobry pretekst na "skok w bok" od tematu przewodniego bloga, czyli zamoczenie najmniejszego palca lewej ręki w obszar peplaniny o filmach jakich to ja ostatnio nie oglądałem ; )



Film wart obejrzenia. Łatwy do oglądania, chodź ciężki w tematyce (na szczęście stworzonej dzięki wybujałej fantazji), stosujący klasyczne schematy wciągania widza w fabułę poprzez odkrywanie kolejnych fragmentów układanki (i na szczęście nie pozostawiający jej nierozwiązanej*, jak ma to w zwyczaju sporo produkcji tego typu) . Można powiedzieć, że zawiera w sobie po prostu przygodę i akcję osadzoną w realiach sci-fi, ale dla chętnych, którzy zechcą wytężyć odrobinę mózgownicę (najlepiej własną) znajdzie się też parę kwestii, nad którymi warto by się było zastanowić. Mnie skłonił do kilku jakże filozoficznych ucieczek w chmury i jednej fizjologicznej podróży do toalety**. Bardziej serio rzecz traktując, przeszły mi przez myśl pytania w stylu: Kim jestem i dokąd zmierzam ? Czy miejsce, w którym się znajduję jest na pewno właściwe ? Dlaczego akurat ja i czy to na pewno ja ? I czemu oni w ogóle mi to robią, czyżby naoglądali się wszystkich części Cube'a ? ;P... Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że nie jest istotne to kim byliśmy, lub skąd przychodzimy, ale kim jesteśmy i dokąd się udamy... dzięki własnym decyzjom. Całe szczęście, że bodziec do działania jaki otrzymali w prezencie bohaterowie filmu, pozostaje jedynie w wyobraźni twórców i zakresie zmagań postaci mierzących się z Labiryntem... Abstrahując już na koniec od tych górnolotności natomiast, fajna akcja i całkiem udany ... nowy gatunek trudności jakim muszą sprostać bohaterowie (spoilować przecież nie będę konkretami).

*no, może trochę nieodkrytej tajemnicy twórcy jednak nam pozostawiają, ale inaczej nie było by pola do popisu w sequelu.
** chodź to ostatnie było bardziej zasługą nadmiarów herbaty (i na szczęście miałem wszystko całkowicie pod kontrolą, a przynajmniej do ostatnich metrów...).

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz